Polski rynek nie jest przygoto-wany na unijną rewolucję

Artur Łeszczyński, Skanska Residential: Polski rynek spełnia lokalne wymagania, ale nie jest przygotowany na unijną rewolucję [WYWIAD]

Nie przepisy, nie klimat,  ale rachunek za ogrzewanie i prąd sprawiają, że efektywność energetyczna trafia na listę priorytetów deweloperów i kupujących mieszkania. Dyrektywa EPBD nadaje temu procesowi kierunek i horyzont czasowy. O tym, jak wygląda jej implementacja na polskim rynku, rozmawiamy z Arturem Łeszczyńskim, Dyrektorem ds. Zrównoważonego Rozwoju i Innowacji u w Skanska Residential Development Poland.

Dyrektywa EPBD zakłada dekarbonizację budownictwa do 2050 roku. Jakie zmiany będą miały największy wpływ na nowe inwestycje mieszkaniowe w Polsce?

Artur Łeszczyński: Największy wpływ będą miały wymagania dotyczące efektywności energetycznej. Dziś w Polsce, w przypadku nowych budynków wielorodzinnych obowiązuje maksymalny wskaźnik zapotrzebowania na energię pierwotną na poziomie 65 kWh/m² rocznie –  każdy deweloper musi go spełnić, żeby uzyskać pozwolenie na budowę i użytkowanie. To są wymagania nadal dość  ambitne w polskich realiach, choć obowiązujące już od kilku lat, dlatego można powiedzieć, że deweloperzy nauczyli się je wypełniać.  Natomiast  dyrektywa EPBD idzie znacznie dalej – zakłada m.in. przejście z obecnego standardu NZEB (budynki o bardzo wysokiej efektywności energetycznej) do budynków o zerowej emisji, wprowadzenie minimalnych standardów efektywności energetycznej dla istniejących budynków czy obowiązek przygotowania budynków do integracji z odnawialnymi źródłami energii i infrastrukturą ładowania pojazdów elektrycznych.

Docelowo mówimy o budynkach zeroemisyjnych w cyklu użytkowania, czyli takich, które produkują tyle energii z OZE, ile zużywają. Problem polega na tym, że w Polsce te przepisy nie zostały jeszcze wdrożone. W efekcie mamy dwa poziomy. Lokalny – spełniany przez rynek, i unijny – znacznie bardziej wymagający, ale wciąż „na papierze”. Polski rynek jest dostosowany do obecnych regulacji, ale moim zdaniem nieprzygotowany na to, co wynika z EPBD.

Czy brak implementacji dyrektywy hamuje zmiany w branży?

Tak, brak przepisów oznacza brak systemowego wdrożenia. Na poziomie branżowym temat istnieje, ale raczej w formie dyskusji niż faktycznych działań. Natomiast odpowiedzialni deweloperzy nie czekają. W Skanska już dziś projektujemy budynki tak, jakby te regulacje obowiązywały. Wynika to z celu klimatycznego Grupy Skanska, który wymusza systematyczne obniżanie zapotrzebowania na energię, by docelowo osiągnąć zerowy ślad węglowy netto w 2045 roku.

Jak to zmienia proces projektowy?

Największa zmiana jest taka, że efektywność energetyczna przestała być formalnością. Jeszcze kilka lat temu była to liczba w dokumentacji – coś, co „ma się zgadzać”. Dziś to jeden z najważniejszych parametrów projektowych. Już na etapie wyboru biura projektowego wymagamy, żeby projekt spełniał przyszłe, a nie obecne standardy. Nie interesuje nas 65 kWh/m² rocznie – aktualnie realizujemy inwestycje, które uzyskają  poziom 45 kWh, a w projektach z pozwoleniem na użytkowanie jeszcze przed 2030 rokiem schodzimy do 35-30 kWh. To oznacza, że projektanci muszą od początku pracy nad inwestycją proponować rozwiązania technologiczne, które spełnią te wymogi, a nie „dopasowywać się” na końcu.

Jakie technologie są dziś najważniejsze w tym procesie?

To nie są wymyślne innowacje, a raczej konsekwentne wdrażanie znanych rozwiązań na dużą skalę. W każdym projekcie Skanska stosujemy odnawialne źródła energii – głównie instalacje fotowoltaiczne. Skala instalacji rośnie, wraz ze wzrostem wymagań. Do tego dochodzą systemy elektryfikujące produkcję ciepła, głównie pompy ciepła, coraz częściej zintegrowane z systemami wentylacji – odzyskujemy energię z powietrza wywiewanego i wykorzystujemy ją do podgrzewania wody. Wchodzimy też w bardziej zaawansowane rozwiązania, jak ponadnormatywna izolacyjność przegród i okien czy systemy automatyki mieszkaniowej, które ograniczają zużycie energii przez użytkowników budynków. Testujemy też nowe technologie – np. uzupełnianie fotowoltaiki rozwiązaniami wykorzystującymi energię wiatru czy odzysk energii z wody szarejTo jest ciągły proces optymalizacji, a nie jednorazowa zmiana.

Które rozwiązania najbardziej wpływają na obniżenie kosztów życia mieszkańców nieruchomości?

Wydaje się, że największy wpływ mają dziś systemy typu smart home, ponieważ pozwalają namacalnie zarządzać zużyciem energii – oczywiście o ile mieszkaniec zdecyduje się na świadome korzystanie z narzędzia, które przekazujemy w jego ręce wraz z lokalem. W skali całego budynku i kosztów ponoszonych przez wspólnotę mieszkaniową generalnie obowiązuje zasada “im większa moc OZE, tym mniejsze koszty operacyjne”. Natomiast w przyszłości na znaczeniu będą zyskiwać połączenia OZE i magazynów energii. Planujemy wdrożyć takie rozwiązanie na jednej z najbliższych inwestycji, jako pierwszej w naszym portfelu. Energia produkowana przez fotowoltaikę w ciągu dnia, kiedy mieszkańców nie ma w budynku, zamiast trafiać do sieci i potem “wrócić” po niskich cenach, będzie magazynowana i wykorzystywana wieczorem, w nocy i rano, gdy jej koszt jest najwyższy. Paradoks polega na tym, że polska metodologia obliczania świadectw energetycznych tego rozwiązania jeszcze nie widzi – nie ma na nie miejsca w obliczeniach. Ale wpływ na koszty życia mieszkańców będzie jak najbardziej policzalny. Do tego dochodzą rozwiązania mniej oczywiste, jak odzysk wody szarej, który może obniżyć zużycie wody nawet o 25–30 proc., a tym samym koszty z tym związane.

Jak klienci reagują na te rozwiązania? Czy są gotowi za nie płacić?

Niestety, klienci nie kupują mieszkań dlatego, że są bardziej ekologiczne. Najważniejszy jest dla nich argument ekonomiczny, czyli  niższe koszty utrzymania, tańsze kredyty, stabilność kosztów w czasie. I to jest klucz – my projektujemy budynki tak, żeby efektywność energetyczna i niższe koszty szły w pakiecie.

A co z modernizacją istniejących budynków? Ona też jest związana ze wspomnianą dyrektywą EPBD.

To się dzieje, ale raczej punktowo. Standardem jest termomodernizacja, czyli docieplanie budynków. Natomiast rzadziej wdraża się bardziej zaawansowane rozwiązania, jak pompy ciepła czy kompleksowe systemy OZE. Są pojedyncze przykłady wspólnot czy spółdzielni, które idą w tym kierunku – instalują fotowoltaikę, magazyny energii, zmieniają systemy grzewcze. Ale to wciąż wyjątki.

Czy można uznać, że wśród mieszkańców nieruchomości świadomość potrzeby zmian rośnie?

Tak, ale to wynika głównie z rosnących kosztów energii czy wody. To nie jest jeszcze świadomość klimatyczna na zasadzie: „musimy redukować emisje”. To jest raczej: „energia jest droga, więc trzeba coś z tym zrobić”. I to właśnie ten impuls ekonomiczny będzie – moim zdaniem – głównym motorem zmian w najbliższych latach.

Wywiad: Akademia ESG